W najnowszym Tygodniku Powszechnym Jan Rokita zapowiada, że nie zagłosuje w najbliższych wyborach.
Nie zagłosuje, bo „polityka stała się prywatną własnością wąskiej grupy liderów, którzy za kurtyną utkaną z emocji, lęków i kpiny uprawiają nieporównanie bardziej brutalnie, likwidując realnych, lub domniemanych konkurentów, odbierając ministrom, posłom, wysokim urzędnikom prawo, do myślenia i instruując ich, jakie slogany mają wygłaszać”.
Początek dał PiS. gdy w kampanii wyborczej 2005 roku zaatakował bezpardonowo PO puściejącą lodówką i podziałem na Polskę liberalną i solidarną, nie popartą żadną diagnozą.
Zarzuca, że Tusk przekształcił to w system. grania na emocjach. Obecnie wszystkie partie tak czynią.
Jak to u Jana Rokity, sporo w tym opisie przesady. Brak też jest oceny własnego wkładu w obecny stan rzeczy. Jakoś nie pamiętam, by w okresie bycia na szczytach PO, cokolwiek robił dla wzmocnienia procesów demokratycznych w partii. Dopóty był beneficjentem, jakoś nie dostrzegał ograniczania zjawisk, które dziś podaje, jako uzasadnienie swojej postawy.
Socjolog amerykański, Robert Putnam w „Samotna gra w kręgle” opisuje proces wypychania z polityki ludzi, centrum. Ludzi, kierujących się zasadą, dlaczego, co i jak.
Dominują, wsparci przez media radykałowie,ludzie, zamieniający politykę w boisko, gdzie ważne jest tylko kto, kogo. Stąd trudno o dyskusję merytoryczną.
Osobisty uraz nie pozwala Rokicie dostrzec, iż to co dzieje się w naszej polityce, odbija zły trend ogólnoświatowy. Tym trudniejszy, do oponowania!
Przy okazji Rokita postponuje postawę aktywnego obywatelska, bez którego nie będzie społeczeństwa obywatelskiego, zdolnego do kontroli procesów politycznych.
Trzeba głosować!
